26 maja 2012

Drogie dziatki, dziś dzień matki

A ja wolę moją maaaaaaamę!
Moja na szczęście nie ma  włosów jak atrament (WTF?) i pewnie jak każda córunia, uważam, że nie ma lepszej mamy niż moja. W tym roku nie zdążyłam się jeszcze nawet porządnie zastanowić nad prezentem, gdy moja droga Ania wyskoczyła z zarąbistą propozycją. Dogadałyśmy się szybko i mamuśka dostanie dziś bon na sesję foto z córeńką. Wiecie już, jaki motyw wkrótce będzie pojawiać się na każdym skrapie?



Taaa, niezmiernie się wysiliłam. Te warstwy, te media, ta kompozycja. Ale to sesja jest prezentem, więc się rozgrzeszam.

Po ostatnim zastoju rzuciłam się wczoraj na zabawki, wszystko porozkładałam na podłodze i po skończeniu bonu, lepiłam dalej. Dziś niestety od rana nie udaje mi się zrobić choćby jednej udanej fotki kolejnej pracy w sodaliszjusowych barwach. Albo mam dziś w pokoju plamy słońca, albo jakiś turbocień. I wszystko mi aparat przekłamuje. Może jeszcze uda mi się podmienić tego focisza.
W każdym razie zrobiłam zaległego lifta pracy Mony, którą wybrała dla liftonoszek worQshop.


To  wybitne dzieło powstało na fali naszej nowej podniety - jeżdżenia po Warszawie kolejką miejską. Dotychczas w życiu nie wpadlibyśmy na taki pomysł. Bo jak? Wejść na te obsikane stacje pełne zakapiorów? Brud, smród i narkomani? Taki widoczek trafiał się jeszcze nie tak dawno. Ale z okazji Euro miasto maluje trawniki, myje stacje, a nawet zakłada windy i uruchamia kibelki. Dlatego bez obrzydzenia wsiadamy w pociąg i przejeżdżamy miasto szybko, jakby to było metro. Szykujemy się na jakąś większą wycieczkę z aparatem, więc już się cieszę na stworzenie albumu.

A po tych szaleństwach sodowych chwilowo miałam dość kolorów. I postawiłam sobie wyzwanie. Po pierwsze - żadnego różu, bo ostatnio chyba zaczęłam przeginać. Po drugie - chociaż nienawidzę beżu, za brązami też nie przepadam, mam trochę materiałów w tym kolorze. Uznałam, że wykorzystam. W sumie nawet nie bolało.



Ten czaderski papier z Makowego Pola właściwie nie potrzebuje już żadnych ozdób. Wystarczyło wybrać fotę, czymś tam ją podkleić i twór gotowy. Czy ja mówiłam, że kocham szparagi do szaleństwa?


22 maja 2012

15 rzeczy poleciało

Jak to miło, gdy projekt zaczyna nabierać rumieńców. Listonosze mają ostatnio co robić, bo 15 rzeczy przechodzi z rąk do rąk. Duża część dziewczyn otrzymała już przesyłki i mam nadzieję, że wkrótce stworzą jakieś fantastyczne dzieła.
Mnie w losowaniu przypadła wysyłka do Zuzanki, co czaruje. Mogę wreszcie zdradzić, co posłałam w świat. Razem z adresownikiem zrobiłam jeszcze jednego malucha i właśnie on poleciał do czarującej koleżanki.


No ale oczywiście główną zawartość koperty stanowiło 15 rzeczy. Na zdjęciu jest ich z jakiegoś powodu 14, bo zapomniałam dołożyć spinacza.


Mam nadzieję, że z tego zbiorowiska uda się Zuzance coś fajnego wymodzić.

A w ogóle odczuwam ogromny niedosyt taśm dekoracyjnych. Dlatego z wielką nadzieją przystępuje do losowania ich kompletu w Lawendowym Domu.

21 maja 2012

Śmiecionurek kontratakuje!

Odwiedziłam ostatnio dziadzia, bo imieniny były i trzeba wycałować. Koniec końców, oprócz prezentu, przyniosłam mu stolik. Tak na przechowanie, bo nie było jak zabrać ze sobą na drugi koniec Warszawy. No bo co poradzić, gdy przy dziadkowym śmietniku stoi stolik spełniający wszystkie kryteria moich ostatnich poszukiwań? Całe Allegro przejrzane, a stolik na śmietniku czeka. Trafił się wysoki, z niedużym blatem. I jeszcze z półeczką. W dodatku stabilny. Dziadzio mebel zachomikował i w końcu po sobotnim transporcie mogłam się zabrać za przywracanie blasku. Niestety kupiłam do tego celu farbę ftalową, nie wiedząc, że to tyle, co olejna. Śmierdząca, brudząca, zmywalna tylko rozpuszczalnikiem, rozprowadzająca się koszmarnie. Przez chwilę ogarnęła mnie nienawiść do tego mebla. Ale po trudach (głównie z domyciem siebie i podłogi), jestem hepi.



Zamarzył mi się różowy paseczek i w ruch poszła taśma z SODAlicious. Jej klej jest niestety za delikatny, żeby się trzymała, ale dało mi to ogląd sytuacji. Teraz albo paseczek przykleję klejem, albo poszukam różowej farby i go po prostu domaluję.
A pod śmietnikiem było tak:





18 maja 2012

Piszę, piszesz, piszą

Mniahahahaha, napisałam ostatni w tym tygodniu tekst. Zaczynam weekend. Myślę, że to powinien być weekend bez klawiatury. Ale pewnie się nie uda, bo przyjemności też często wymagają kompa (np. komentowanie Waszych poczynań).
Oczywiście można było się domyślać, co zrobiłam po napisaniu ostatniego dziś zdania. Nie, to nie było zmywanie naczyń, ani składanie fury ciuchów z krzesła, nie było to też gotowanie obiadu. Moim pierwszym zajęciem było sprejowanie i wyklejanie. Zaczęłam od czegoś małego, żeby mi się w głowie nie przewróciło.



To absolutny maluszek. Akurat na stronie zmieści się jeden adres. Nie przypuszczałam, że w dobie internetu będę jeszcze miała notes na adresy. Ale skrapowy świat skłania, by powrócić to korespondencji tradycyjnej. W dzieciństwie wymieniałam tony listów z różnymi ludźmi za sprawą ogłoszenia w 'Popcornie' (albo może znowu wraca temat 'Bravo'?). Listonosz mnie nienawidził, bo ze skrzynki codziennie się wylewaaało. Po długiej przerwie, w mojej poczcie znów znajduję coś poza rachunkami i zakupami z Allegro. A dzięki akcji '15 rzeczy' wzbogaciłam się o sporą listę. 
Zrobiłam dziś jeszcze jeden maluchowy notes, pewnie oba zajęły mi z 15 minut, ale tego drugiego na razie nie ujawniam. Przyjdzie czas, przyjdzie czas.

Plastikowa prowizorka

Ale mi się trafiło. Nie wiedziałam co robię, wygrywając recyklingowe wyzwanie na Pomorskim Blogu. Nagrodą był gościnny udział w DT przy kolejnym ratowaniu staroci. Zamarłam, gdy Agi zakomunikowała, że przerabiać będziemy... jednorazowy kubek. W dodatku wyzwanie nadarzyło się, gdy cały czas robię bokami i nie mam na nic czasu. No ale trzeba było podołać. Kubki na szczęście były pod ręką. Zostały mi z parapetówy, która była tu, yyy, jakieś cztery lata temu. Nawet fajnie, że mogłam kilka z nich zużyć. Po kilku godzinach wieczornego przyglądania się tym niezbyt ładnym obiektom, zdecydowałam się na coś biżuteryjnego. I powstał naszyjnik:


Do wszelkich przeciwności losu doszła ohydna pogoda i brak możliwości zrobienia normalnego zdjęcia. Po cyknięciu chyba stu, musiałam się poddać i pójść w czerń i biel. Naszyjnik to straszna prowizorka. Przy fotografowaniu rozpadł się kilka razy. Ale gdyby wykonać go porządnie i precyzyjnie, byłby nawet fajny. Polecam wykorzystanie plastikowych kubeczków lub butelek w biżuterii, przede wszystkim ze względu na ich wagę. Kompletnie się nie czuje, że coś zwisa z szyi. Poza tym to białe tworzywo nieco przypomina masę perłową, więc można stworzyć coś prawdziwie uroczego.
Dobrze, że inne dziewczyny spisały się z kubeczkami lepiej. Zobaczcie ich niezwykłe dzieła. I gorąco zachęcam do spróbowania sił w recyklingowym wyzwaniu. Naprawdę fajna nagroda do zgarnięcia. A ja dziękuję za zaproszenie i możliwość porządnego główkowania!


13 maja 2012

Work in progress

Pożaliłam się już, jaka jestem zarobiona. Dziś też będzie o pracy, ale w skrapowym wydaniu. W majówkę zarobiona też byłam i gdy wszyscy grillowali, ja musiałam spisywać nudne rozmowy z dyktafonu. A żar z nieba nie chciał ustać w wywoływaniu mnie na dwór. W końcu uległam. I w takich momentach naprawdę lubię swoją pracę. A to było tak:



Tak jakoś znowu nie czuję drżenia na widok swojej pracy. Ech, ech. Dobrze, że Wasze skrapy mnie jakoś bardziej ruszają.

Żeby pozostać w temacie, ostatnio tych nudnych rozmów było tak dużo, że skończył mi się mój służbowy notes. Zaistniała pilna potrzeba posiadania nowego. Poprzedni był ładny, z Empiku, za 39,99. Teraz burżujstwo mi już przeszło i skończyło się na czymś znacznie tańszym. Za to zeszycik przeszedł tuning sponsored by SODAlicious. I już go lubię.



A tak już na koniec małe ogłoszenie duszpasterskie do wszystkich odważnych dam, które zdecydowały się na '15 rzeczy'. Mamy już szczęśliwą dwudziestkę, a łańcuszek wysyłkowy wygląda tak:

Natolinek - ulietta - Olina - Nulka - Asia Majstruje - Alexandra - blondeontheroad - zu_zanna - Justt - Tores - fyszka - Ewa - Antilight - Agi - worqshop - Lejdi - zuzanka czaruje - marysza - Aśko - Marta.

Wkrótce roześlę dalsze instrukcje, ale jak widać - ruszamyyy!

12 maja 2012

Piękna mucha

Ależ to był tydzień. Poziom frustracji narastał z każdym dniem. Bo za dużo roboty, bo ciągle przy kompie, bo zleceniodawca wkurza, bo nie ma kiedy skrapować, bo papiery z SODAlicious leżały odłogiem. Jedyne, co mnie trzymało jakoś przy odrobinie uśmiechu, to Wasze zgłoszenia do 15 rzeczy. Uwaga, zostało ostatnie miejsce!
W końcu wczoraj nocą uznałam, że spanie to może kiedy indziej i pobawiłam się przez chwilę. Luźną inspirację była praca Asicy podana przez naszą nową, przefajną Liftonoszkę - Barbarellę. Jak ja marzyłam, żeby użyć tych taśm, tych papiórków, tych szablonów. Chyba nieco za bardzo się podpaliłam i nie jest to praca moich marzeń, ale może z czasem będzie lepiej.



Zdjęcie to kolejna odsłona dawnej sesji z Anią. Zbieramy się do kolejnej. Przyjmuję opaleniznę, rozjaśniam włosy słońcem i nie jem, żeby podbródek zniknął. Bo Ania nie chce mnie potem fotoszopować od nowa.
A podpis oczywiście kojarzyć się Wam powinien ze szkolnymi dyskotekami. Przynajmniej tym z Was, co już są tak stare, jak ja.


Pamiętam, że najdroższe Bravo przetłumaczyło tytuł tej zaśpiewki na "Piękna mucha". Toteż tę muchę dedykuję Wam, moje kochane :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...